Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomnik. Pokaż wszystkie posty

Światowid ze Zbrucza

Wychodząc z ulicy Grodzkiej w stronę Wawelu, większość ludzi to właśnie na nim skupia swój wzrok. I jakby jest to całkiem normalne, gdyż zdecydowanie dominuje on nad tamtejszym krajobrazem. A co gdyby idąc w stronę Wawelu przekornie odwrócić głowę w drugą stronę? Z pewnością zauważylibyśmy piękny Kościół pw. św. Bernardyna ze Sieny, słynną restaurację „Pod Wawelem” stojącą na końcu (lub początku) Plant, a także biegnącą ku Kazimierzowi ulicę Stradomską. Na pierwszym zaś planie, pod rozłożystym kasztanowcem, ukaże nam się niewielkich rozmiarów kamienny posąg Światowida ze Zbrucza. A raczej jego kopia, stworzona przez Józefa i Waldemara Wesołowskich  w 1968 roku. Znacznie jednak ciekawsza jest historia oryginału znajdującego się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie i to o nim dziś Wam opowiem.
Przenieśmy się do początku, czyli do sierpnia 1848 roku, kiedy to w Liczkowicach koło Husiatyna na Podolu (Ukraina), suche lato spowodowało znaczne obniżenie się poziomu  tamtejszej rzeki Zbrucz. Natrafiono  wówczas na dziwny kamień wystający ponad lustro wody, będący jak się później okazało kamienną rzeźbą, czworościennym posągiem o czterech twarzach. Słynny archeolog działający w Krakowie, Adam Honory Kirkor, tak oto opisywał miejsce odkrycia tego posągu: „… góra Sokolichą zwana, której skalisty, brunatny, kręty występ prawie prostopadle do Zbrucza spada. U stóp tego występu, w dolinie zwanej Zbiegła, na pierwszym załomie Zbrucza ku południowi (o 300 metrów od byłej kasarni straży finansowej, dziś leśniczówki) … wydobyli w roku 1848 ze Zbrucza posąg Światowita”. No dobrze, ale dlaczego właściwie o tym piszę i czy to naprawdę aż takie ważne odkrycie, by o tym wspominać? Ponadto co on właściwie przedstawia i skąd on się wziął w Krakowie? Już spieszę z odpowiedziami.

Ten temat, jak i całe odkrycie opisane powyżej, są spektakularne i to pod wieloma względami. Przede wszystkim dlatego, że nie można jasno określić daty i miejsca powstania tej rzeźby, a także jej etnicznej przynależności, gdyż odbiega ona znacząco od innych posągów znajdowanych w tamtejszej okolicy. Jednak według wielu opinii archeologicznych, przyjęło się, że posąg pochodzi z około IX/X wieku, a na jego pierwotną lokalizację wskazuje się położoną niedaleko Zbrucza górę Bohod. Odkryto tam bowiem kamienny krąg z ośmioma ogniskami i miejscem na czworokątną figurę. Są to jednak hipotezy, podobnie jak ta na temat jego pochodzenia, która mówi, że ów posąg należał pierwotnie do ludów z Bliskiego Wschodu – Traków, ludów irańskich czy tureckich, a dopiero od nich miał trafić w ręce Słowian. Większość archeologów wiąże jednak etniczne pochodzenie rzeźby bezpośrednio ze Słowianami i uznaje go za jedyny, tak dobrze zachowany, wizerunek słowiańskich bogów.

Czym więc jest ów posąg i co przedstawia? Jest to wapienna rzeźba o wysokości 257 cm i wadze około pół tony, którą charakteryzuje czworoboczny kształt. W oficjalnej deskrypcji znajdującej się na stronie Muzeum Archeologicznego w Krakowie, możemy przeczytać następujący opis: „(...) Boki posągu stanowią podłoże do pasmowo wykonanych przedstawień figuralnych – pogłębione jest z reguły tło, natomiast same figury to reliefy płasko-wypukłe. Niektóre fragmenty dekoracji wykonane zostały jedynie płaskim rytem. Zwieńczenie posągu to plastycznie uformowane cztery połączone, pozbawione owłosienia, ludzkie głowy osadzone na krótkich szyjach. Nakrywa je wspólne nakrycie głowy – przypominające kapelusz. Poza podziałem kompozycji na boki słupa, wyraźnie wyodrębnione są na wszystkich ścianach różnej wysokości trzy pasma poziome oddzielone plastycznymi listwami”. Potocznie ową rzeźbę nazywa się Światowidem ze Zbrucza, jednak obecny w nazwie Światowid zdaje się nie być poprawnym określeniem. Aktualna nazwa została nadana posągowi przez Joachima Lelewela, który oceniając wygląd rzeźby, uznał ją błędnie za przedstawienie połabskiego Świętowita. Jego imię zapisane po łacinie w formie Svantevit rozszyfrował więc błędnie jako Światowid, jednak inne zachowane w kronikach opisy owego połabskiego boga, znacznie różnią się od zbruczańskiego posągu. 
Na pierwszej stronie tej rzeźby znajduje się postać z rogiem w prawej ręce, a tuż pod nią widnieje figura przedstawiająca kobietę oraz postać z rękami wyciągniętymi do góry. Na drugiej stronie mamy postać z pierścieniem, pod nią kobietę i znów postać z rękami nad głową. Kolejna strona posągu to mężczyzna z szablą i koń, pod którym mamy wizerunek mężczyzny, zaś pod nim widnieje kolejna osoba z uniesionymi rękami. Na ostatniej ścianie rzeźby znajdziemy dwóch mężczyzn, a poniżej koło. Według koncepcji rosyjskiego archeologa, Borisa Rybakowa, górna część posągu przedstawia kolejno główne bóstwa słowiańskiego panteonu: Mokosza, Ładę, Peruna oraz Dadźboga. Cały zaś pomnik miał przedstawiać postać Roda, który górował nad wszystkimi słowiańskimi bóstwami. Z taką interpretacją nie zgadza się polski historyk, Leszek Słupecki, który widzi w tej rzeźbie jedynie Peruna, a w czterech ścianach upatruje przedstawienia jego różnorakich mocy. Odrębne zdanie w sprawie posągu miał także polski geolog, Janusz Kotlarczyk, widzący w zbruczańskim słupie słowiańskiego boga Swarożyca, który czczony był na Połabiu. Uważa się także, że posąg zbruczański może stanowić materialny ślad idei słupa kosmicznego, który zapewniał lokalnej społeczności idealną komunikację wewnętrzną pomiędzy światem realnym i wierzeniami. Najbardziej jednak kontrowersyjną i najpopularniejszą w ostatnim czasie teorią, jest uznanie niniejszego pomnika za XIX-wieczną mistyfikację.

Pochodzenie i czas powstania Światowida ze Zbrucza były często podważane w ostatnich latach. Najgłośniejszą sprawą było zakwestionowanie jego pochodzenia przez parę ukraińskich archeologów Oleksija Komara i Natalię Chamajko, którzy dokonali tego w 2014 roku w swej pracy naukowej pt. „Idol ze Zbrucza: zabytek epoki romantyzmu?”. Nie ma się co dziwić, że pojawiają się tego typu kontrowersyjne stwierdzenia, wszak bardzo wiele jest niewiadomych w historii owego posągu, ponadto nie ma on sobie równych wśród słowiańskich zabytków. Ukraińscy uczeni uważają, że zbruczański słup wykonano najpewniej w latach 20. XIX w., na zlecenie romantycznego poety Tymona Zaborowskiego (1799-1828), który był właścicielem majątku Liczkowce leżącego nad Zbruczem. Podstawą do podważenia słowiańskich korzeni rzeźby, jest jej zadziwiająco dobry stan. Została bowiem zrobiona z wapienia, a następnie leżała w rzece, więc powinna mieć liczne wapienne zacieki, a jej rysy winny być dużo bardziej rozmyte. Jak dodaje prof. Władysław Duczko, polski archeolog, rzeźba nie mogła leżeć w rzece dłużej niż 20 lat. Nawet gdyby leżała w ziemi, to nie zachowałaby się w tak dobrym stanie. Hipotezę ukraińskich naukowców zdają się potwierdzać także wyniki badań makroskopowych i mikroskopowych, które przeprowadził w latach 1948-49 krakowski konserwator Rudolf Kozłowski. Ustalił on, że posąg wykonano z wapienia pochodzącego zapewne z okolic Husiatyna na Podolu i był pierwotnie pokryty barwnikami, których ślady ocalały w zagłębieniach reliefu. Kluczowe jest to, że Kozłowski potwierdził, iż posąg rzeczywiście leżał w rzece, ale dość krótko. Inne argumenty przemawiające za mistyfikacją, to zbyt złożony sposób wykonania posągu, niespotykany w innych rzeźbach z IX i X wieku (pozostałe znaleziska z tamtego rejonu to głównie amorficzne kamienne stele), niepasujący do innych wschodniosłowiańskich znalezisk wizerunek boga o czterech twarzach oraz podobieństwo do ikonicznych przedstawień ruskich świętych (czapka Światowida wygląda tożsamo z nakryciem głów świętych Borysa i Gleba). Badacze pokusili się nawet o stworzenie portretu psychologicznego osoby stojącej za powstaniem posągu. Do tego portretu zdaniem badaczy doskonale pasuje romantyczny poeta, Tymon Zaborowski. Nie dość, że jego majątek znajduje się w rejonie, w którym znaleziono Światowida, to wiele jego dzieł jest silnie osadzonych w tematyce słowiańskiej, którą się pasjonował.

Wszelkie dyskusje na ten temat opierają się niestety jedynie na hipotezach, także kontrargumenty dla pracy ukraińskich archeologów to kolejne teorie niepoparte konkretnymi dowodami. Samo Muzeum Archeologiczne w Krakowie, do którego owa rzeźba trafiła za sprawą Teofila Żebrawskiego z Krakowskiego Towarzystwa Naukowego, odpiera wszelkie zarzuty, doszukując się podobieństwa do Światowida w innych posągach z Iwankowców i Stawczan, z których przynajmniej dwa formą nawiązują do zabytku ze Zbrucza. Moim skromnym zdaniem, sprawa pochodzenia Światowida ze Zbrucza pozostaje otwarta, gdyż żadna ze stron nie posiada jednoznacznego dowodu na pochodzenie i czas stworzenia posągu. Zwolennicy teorii spiskowych staną zapewne po stronie ukraińskich naukowców, zaś wielbiciele średniowiecza znajdą jakieś wytłumaczenie na słowiańskie korzenie zbruczańskiego słupa. I właśnie najpiękniejsze jest to, że nie zawsze musimy wszystko wiedzieć i nie musimy znać wszystkich odpowiedzi. A całe to zamieszanie dodaje znalezisku jedynie pięknej mistycznej aury, będącej jego idealnym dopełnieniem.

Źródła:
Jan Adamczewski, Kraków od A do Z, Kraków, 1992, s. 134
Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa, 2006, s. 232
● Oleksij Komar, Natalia Chamajko, Idol ze Zbrucza: zabytek z epoki romantyzmu?, Rzeszów, 2013
Janusz Kotlarczyk, Tryumfalny słup słonecznego boga w: Z otchłani wieków, 1987, s. 36-41
Rudolf Kozłowski, Badania technologiczne posągu Światowida z Muzeum Archeologicznego w Krakowie w: Materiały archeologiczne, 1964, t. V, s. 61-67
Gabriel Leńczyk, Światowid zbruczański w: Materiały archeologiczne, 1964 (r. 5), s. 5-61
Janisław Osięgłowski, Wyspa słowiańskich bogów, Książka i Wiedza, Warszawa, 1971, s. 136
Zdzisław Skrok, Słowiańska moc, czyli O niezwykłym wkroczeniu naszych przodków na europejską arenę, Warszawa, 2006, s. 132
Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Poznań, 2007, s. 206
Włodzimierz Szafrański, Zbruczański „Światowid” trackim monumentem kultowym [w:] „Balcanica Posnaniensia. Acta et studia”, nr VII, Poznań, 1995, s. 351
Andrzej Szyjewski, Religia Słowian, Kraków, 2003

Latarnie umarłych

Przy okazji ostatniego wpisu o figurze Boga Ojca na Podgórzu, natknąłem się na zapadającą w pamięć nazwę - latarnie umarłych. Okazało się bowiem, że opisywana przeze mnie kapliczka, jest właśnie jedną z takich latarni. Wtedy też postanowiłem, że dowiem się więcej na ten temat, a gdy odkryłem, że Kraków obfituje w owe latarnie, to zdecydowałem się je odnaleźć. W poniższym wpisie poznacie ich historię i rezultat moich poszukiwań.

Wszystko zaczęło się aż w XII wieku, kiedy to Kraków utonął, i to dosłownie, w mrokach średniowiecza. I właśnie wtedy, w spowitym mrokiem, wyzutym na ten czas z latarni miejskich Krakowie, zaczęły pojawiać się drobne światełka. I jak się później okazało, nie były one przypadkowe, gdyż można je było spotkać w różnego rodzaju miejscach związanych ze śmiercią. I stąd właśnie ich nazwa – latarnie umarłych.

Były to samodzielne budowle z kamienia lub cegły, o kształcie filara lub wieży w stylu romańskim, gotyckim, rzadziej barokowym. Na ich szczycie umieszczano kaganek będący źródłem światła. W późniejszych wersjach, płomienie migotały także we wnękach usytuowanych na wszystkich czterech ścianach latarni, w taki sposób światło mogło być widoczne ze wszystkich stron. Jak pisze Andrzej Ruchałowski w książce Latarnie umarłych, stawiano je na cmentarzach, przy szpitalach, przytułkach i leprozoriach, wszędzie tam gdzie obecna była śmierć. Ostrzegały wówczas przechodniów przed niebezpieczeństwem zakażenia, a na cmentarzach rozświetlały mrok, w którym mogły kryć się pokutujące dusze i upiory, a także ówcześni przestępcy. Nieco później stawiano je także na skrzyżowaniach ważnych traktów drogowych, czy szlakach pielgrzymkowych, by wskazywały właściwy kierunek i dawały orientację w terenie, żeglarzom zaś sygnalizowały bliskość portu, a przechodzących obok szpitali ostrzegały przed zakażeniem.

Czy owe latarnie to rdzennie polskie budowle? Zupełnie nie. Przybyły one bowiem do Polski z południowo-zachodnej Francji, gdzie powstawały w okresie tworzenia się fundacji zakonnych i cmentarzy klasztornych. Szczególną rolę odegrało wówczas opactwo benedyktyńskie w Cluny, które słynęło z wielkiego kultu pamięci dla zmarłych i przyczyniło się do rozwoju obrzędowości pogrzebowych oraz rozpowszechnienia latarni umarłych. Najpiękniejsze rdzenne latarnie, które pozostały we Francji do dziś, znajdziemy w Fenioux, Sarlat-la-1Canéda, Pranzac, Sant-Pierre-d’Oléron i La Châtre.

No dobrze, ale żeby nie było tak kolorowo, to czy w Krakowie możemy jeszcze spotkać średniowieczne latarnie umarłych czy jedynie ich nowsze wersje? Otóż możemy, ale tylko jedna z nich, choć odrestaurowana, pamięta tak odległe czasy. Jest to najcenniejsza w Polsce, pochodząca z XIV wieku latarnia, która obecnie znajduje się obok kościoła św. Mikołaja przy ul. Kopernika 9. Wraz z kamienną kolumną, stożkowym hełmem i krzyżem mierzy około 4 metrów. W kolumnie zachował się też otwór do windowania lampki oliwnej. Prześwity dla światła zostały zamurowane w chwili przenoszenia latarni, gdyż wcześniej stała przed leprozorium św. Walentego na placu Słowiańskim. Jest jedyną oryginalną i zachowaną w tak dobrym stanie latarnią umarłych w kraju.

Jeśli chodzi o pozostałe latarnie, to pochodzą one z okresu między XVI a XIX wiekiem i są w większości przydrożnymi kapliczkami budowanymi na kształt ich średniowiecznych poprzedniczek. Oto pozostałe latarnie umarłych, które udało mi się odnaleźć:

·   ul. Kopernika 44 – latarnia wskazująca drogę do klasztoru Karmelitanek znajdującego się tuż za nią,
·  ul. Św. Sebastiana (Planty) – XVIII-wieczna latarnia zwana kapliczką św. Gertrudy, wskazywała drogę do szpitala dla chorych wenerycznie,
·   ul. Wielicka – kapliczka Boga Ojca, stoi obok starego Cmentarza Podgórskiego,
·  Plac Inwalidów (Park Krakowski) – wskazywała drogę do letniej rezydencji królewskiej w Łobzowie,
· ul. Konopnickiej (ICE) – słup dębnicki, XVI-wieczna barokowa kapliczka informująca o cmentarzu cholerycznym,
 ·   ul. Tyniecka 64 – Kapliczka z XIX wieku, wskazywała drogę do opactwa w Tyńcu,
 ·   ul. Tyniecka (Salezjanie) - Kapliczka z XIX wieku,
 ·   ul. Kozienicka 12 – murowana kapliczka słupowa z XVIII wieku,
 ·  ul. Skotnicka 58B -  murowana kapliczka słupowa z XVIII wieku, w której podczas ostatniej renowacji zamurowano także boczne wnęki,
 ·  ul. Dobrego Pasterza – kapliczka Sobierajów, wzniesiona w 1683 roku na pamiątkę krótkiego pobytu w tym miejscu Jana III Sobieskiego przed wyruszeniem na Wiedeń.

Mała ilość średniowiecznych latarni w Krakowie wynika z faktu, iż od końca XIV wieku obyczaj wznoszenia latarni umarłych zaczął słabnąć na korzyść cmentarnych kaplic, które z czasem przekształciły się w duże cmentarne kaplice służące ogółowi. Z biegiem czasu, wiele latarni uległo zniszczeniu, zmieniło wygląd i pierwotne miejsce, lub zostało stłamszonych przez miejską zabudowę. Lista latarni w tym wpisie nie jest kompletna i ostateczna. Myślę, że w całym Krakowie można ich znaleźć około czterdziestu, jednak są to głównie XIX-wieczne kapliczki stylizowane na średniowieczne latarnie. Dziś, już mało kto wie o latarniach umarłych i prawie nikt nie zna ich pierwotnego przeznaczenia, więc na ogół traktowane są jak zwykłe przydrożne kapliczki. Nieraz mijamy je obojętnie, nie wiedząc, że kiedyś spełniały ważną społecznie rolę, że wyrażają ból i cierpienie, symbolizują przemijanie, potrzeby ducha i wiary. Mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę uda mi się to zmienić.

Źródła:
  • Jan Adamczewski, Kraków od A do Z, Kraków, 1992, s. 88
  • Mieczysław Fraś, Wczesnośredniowieczna osada w Krakowie na Dębnikach, „Sprawozdania z posiedzeń Komisji Naukowych Oddziału PAN w Krakowie”, 1973, s. 1-3
  • Krzysztof Gacek, Nowe miejsce kapliczki przy Rondzie Grunwaldzkim, „Kurier Podwawelski”, 168, s. 8
  • Krzysztof Jakubowski, Maciej Miezian, Konrad Myślik, Michał Sasadeusz, Spacerownik Krakowski, 2010
  • Antonina Jelicz, Życie codzienne w średniowiecznym Krakowie, PIW, Warszawa, 1966
  • Władysław Łuszczkiewicz, Stare cmentarze krakowskie, ich zabytki sztuki i obyczaju kościelnego, „Rocznik Krakowski”, 1908, s. 29–33
  • Michał Rożek, ks. Jan Kracik, Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie, 1986
  • Andrzej Ruchałowski, Latarnie umarłych, „Kraków”, Nr 11 (13), 2005, s. 26–27
  • http://www.gazetarycerska.pl/readarticle.php?article_id=26
  • http://niedziela.pl/artykul/115302/nd/Latarnie-umarlych

Figura Boga Ojca

Zapewne nie tylko ja będąc dzieckiem zastanawiałem się, dlaczego właściwie nigdzie nie ma figury Boga ? Wszędzie występuje On jedynie pod postaciami swego syna - Jezusa Chrystusa oraz Ducha Świętego, jednak nigdy pod trzecią postacią – Boga Ojca. Może nie tyle nigdy, co sporadycznie i jeśli już, to w kościołach lub kaplicach, dlatego tym bardziej zaciekawiła mnie wieść, iż taka właśnie figura Boga Ojca znajduje się w Krakowie i to w przestrzeni miejskiej. 

Zacznijmy jednak od tego, dlaczego tak ciężko spotkać tego typu posągi, figury czy kapliczki? Otóż z odpowiedzią spieszy nam Biblia, która w wielu fragmentach jasno odpowiada na to pytanie. Najznamienitszym jest chyba fragment: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył” (Wyj 20,4-5). Czy zatem wszelkie posągi świętych, święte obrazy czy choćby medaliki są przejawem bałwochwalstwa i nie można ich tworzyć? Nic bardziej mylnego. Nie chodzi bowiem o to, by nie tworzyć podobizn Boga, ale by nie oddawać im czci należnej jedynie samemu Bogu. Czyli nie tworzyć sobie z przedmiotów bożków, gdyż wówczas blisko nam do pogańskich religii czczących posągi, rzeźby czy złote cielce.

Jeszcze lepszym fragmentem z Pisma Świętego idealnie obrazującym to zawiłe rozróżnienie, jest historia węża z brązu, którego Bóg rozkazał wykonać Mojżeszowi: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu».” (Lb 21,8). I to było w porządku, jednak wiele lat później, Izraelici zamienili część pośrednią na bezpośrednią i zamiast pokładać nadzieję w Bogu przy pomocy węża, zaczęli pokładać nadzieję w samym wężu. A to było już jawnym bałwochwalstwem. Można to więc podsumować stwierdzeniem, że podobizny są zabronione tylko wtedy, gdy przypisujemy im władzę, która należy wyłącznie do Boga, lub wówczas, gdy czcimy je jak bogów. By nie narazić się więc na pogańskie praktyki, lepiej było po prostu nie uprzedmiotawiać Boga.

Był to zapewne główny powód tego, że na przestrzeni wieków ludzie nie mieli śmiałości, by utrwalać Boga w jakichkolwiek przedmiotach. Podkreśla to więc wyjątkowość tytułowej figury znajdującej się w Krakowie. By do niej dotrzeć, trzeba udać się aż na południe Krakowa, a dokładniej na Podgórze. I tam, nieopodal Starego Cmentarza Podgórskiego, spotkamy górującą nad skrzyżowaniem ulic Wielickiej i Powstańców Śląskich (dawnej Telewizyjnej), jakże rzadko spotykaną, figurę Boga Ojca. 

 
















Sama barokowa rzeźba umiejscowiona jest pod blaszanym baldachimem na szczycie kapliczki o piętrowym cokole. Kapliczka powstała prawdopodobnie w XVIII wieku i początkowo stała ona w miejscu, gdzie obecnie jest wiadukt kolejowy nad ulicą Wielicką. Po II wojnie światowej kapliczka została przeniesiona pod Stary Cmentarz Podgórski, w miejsce gdzie w czasie okupacji Niemcy rozstrzelali 10-ciu Polaków. O tym wydarzeniu informuje tablica pamięci zamontowana później w dolnej części kapliczki z takim oto napisem: "Miejsce pamiętnego męczeństwa Polaków rozstrzelanych przez Niemców 20. XI. 1943 r.". Warto także zaznaczyć, że owa kapliczka należy do zespołu krakowskich latarni umarłych, ale o tym opowiem w odrębnym wpisie, bo jest to bardzo ciekawy temat.

Rzeźba Boga Ojca była bardzo dobrze znana mieszkańcom Krakowa, gdyż wyznaczała kiedyś granicę miasta. Utrwaliło się też określenie "za Bogiem Ojcem", które oznaczało "daleko za miastem". Czy jest to jednak jedyna rzeźba w przestrzeni miejskiej Krakowa przedstawiająca Boga? Skądże! Wizerunek Boga Ojca (choć w towarzystwie pozostałych członków Trójcy Świętej) możemy spotkać choćby na ulicy Stolarskiej, gdzie na ścianie jednej z kamienic znajduje się figura przedstawiająca Trójcę Świętą. Bóg Ojciec zasiada na tronie, trzymając krucyfiks z ukrzyżowanym Chrystusem, ponad którym znajduje się gołębica symbolizująca Ducha Świętego. U stóp Boga znajduje się glob, będący symbolem wszechświata.

W całej Polsce również można znaleźć podobne posągi Boga Ojca, jednak nie ma ich zbyt wiele. Ja piszę o Krakowie i są to jedyne dwie rzeźby, które udało mi się tutaj znaleźć. Niewykluczone jednak, że w Krakowie jest ich więcej. Będę więc dalej szukał i na bieżąco aktualizował ten wpis. Wy zaś, jeśli tylko znacie miejsca gdzie mógłbym znaleźć inne figury przedstawiające Boga Ojca, to dawajcie znać.

Źródła:
·         Jan Adamczewski, Kraków od A do Z, Kraków, 1992,